Tniemy „ręce”?

 

Koniec Wielkiego Postu to dobry czas by podsumować wyzwanie, które sobie postawiłam na ten czas i rozważyć jego działania.

Jezus powiedział:” Jeśli twoja ręka jest dla Ciebie powodem do grzechu, wydłub je. Lepiej jest do nieba wejść bez ręki niż zdrowym pójść do piekła”.

Drastyczne metody, jakby się wydawało. Ale przecież my nie musimy sobie ani ucinać rąk, ani dłubać oczu, my mamy tyle dostępnych środków dzisiaj, by sobie pomóc- także skorzystanie z pomocy specjalistów.

W tym okresie zastanowiłam się, co mi przynosi szkodę w moim codziennym życiu, co sprawia, że nie wykorzystuję mojego czasu i zasobów, na co marnuję moją energię? Otóż były to kanały na YouTube i Buzzfeed. Nie są to rzeczy same w sobie złe, absolutnie, ale kiedy na nie wchodziłam, ugrzęzałam na długo. W dodatku od pewnego czasu miałam poczucie przepełnienia „śmieciową” informacją o życiu innych ludzi, którzy się nijak mają do mojego życia.

Kiedy się czymś martwiłam czy stresowałam, uciekałam do oglądania filmików czy robienia quizzów, ale to wcale nie pomagało- nerwowo skubałam skórki, bo moje kłopoty pozostały nierozwiązane, w dodatku mój wzrok się pogorszył, zaczęłam mniej spać.

Postanowiłam z tym się uporać. Po pierwsze, uświadomiłam sobie, co mogę robić w czasie, który przedtem spędzałam na YouTube. Mogę przeczytać to co chcę, rysować, haftować, w końcu uczyć się;), iść na sport…. Są to rzeczy które pomagają mi, wzmacniają mnie i dają mi prawdziwą radość na co dzień.

Zaczęłam od zainstalowania programu, który mi poleciła moja urocza dama. Nazywa się Forest i nie jest to jedna z tych agresywnych aplikacji, która zamyka karty czy przerywa pracę. Forest hoduje drzewko we wskazanym przeze mnie czasie. Wtedy też nie mogę odwiedzać rozpraszających mnie stron- które sama wpisuję w ustawienia. Jeśli wytrwam, wyhoduję drzewko.

Potem już kontrolowałam siebie sama, bez aplikacji.

Czuję niesamowitą ulgę. Mniej się stresuję i lepiej skupiam uwagę, chętniej spędzam czas na nauce i przeczytałam książkę Singera- „Spuścizna”. Chodzę na zajęcia sportowe i się rozciągam, bo dążę do zrobienia szpagatu. Uczestniczyłam w warsztatach i wykładach dodatkowych. I przestałam uciekać od swoich strachów i przemyśleń. Rozwiązałam swoje wątpliwości bo pozwoliłam sobie na szczerość.

 

Reklamy

Kłócić się jak Jezus?

Jeślim powiedział coś nieprawdziwego, popraw mnie, a jeśli nie, to czemu mnie bijesz? Jezus właściwie niewiele odpowiadał na obelgi czy obrazy których doświadczył podczas sądu u Wysokiej Rady. Dlaczego? Przed Piłatem Jezus również nie mówi wiele, ale jednak odpowiada więcej. Dla mnie to jest całkiem proste: bo Piłat go nie obraża i nie zakłada z góry jego winy, natomiast Wysoka Rada od razu wiedziała, że chce go skazać i po prostu wykorzystała co mogła, by usprawiedliwić swoją decyzję. A co z Piłatem?

Tak bardzo lubię rozważania na ten temat w „Mistrzu i Małgorzacie”. Wyobrażam sobie że skoro Jezus wybaczył Piotrowi, który wcześniej tak Go zapewniał o wierności, a szybko się wystraszył z powodu jedynie służącej, to czy nie wybaczył także i Piłatowi? Czy Piłat mógł uzyskać przebaczenie, chociaż pasywnie pozwolił na ukrzyżowanie Jezusa?

W moim wyobrażeniu Piłat przynajmniej postąpił dosyć szczerze w stosunku do samego siebie- jego rozmowa z Jezusem to dla mnie ten fragment Ewangelii do którego wracam, bo za każdym razem dziwię się niezwykłości tego, o czym mówili i jak. I Piłat jest jedyną osobą która zdaje się w pełni rozumieć wielkość Jezusa i jego chwałę. Piłat się tego trochę boi.

Boi się też, że straci autorytet i stanowisko, że może sobie zaszkodzić uwalniając Jezusa.

Czy wybaczona została tchórzliwość Piłata, skoro wybaczono tchórzliwemu Piotrowi?

Myślę że w jakimś sensie, z jakiegoś powodu, Piłat był godzien rozmowy z Jezusem. Kapłani nie byli- Jezus przed nimi prawie nic nie powiedział. Przed Herodem też nie odpowiedział na ciekawskie pytania – to naturalne, nikt nie chce być swoistą atrakcją cyrkową, a mniej więcej tak widział czy wyobrażał sobie Go Herod.

I tu mam ciekawą myśl. Powinniśmy się uczyć od Jezusa, jak się kłócić. Bo jeśli mówimy z osobą, o której wiemy że nas szanuje , to i zwracajmy się do niej z szacunkiem i zaufaniem w jej rozsądek. Ale jeśli nie, i nie chcemy tracić swoją energię na kogoś kto tylko szuka pretekstu by nas pogrążyć, poniżyć czy upokorzyć- zignorujmy ich.

Hiob a ambitny uczeń

Hiob był człowiekiem pobożnym i posłusznym Bogu. Bóg zgodził się wystawić go na próbę- pozwolił zniszczyć wszystko, oprócz życia Hioba. Hiob został bez rodziny, domu, majątku. Co na to rzekł Hiob? Że się zgadza z wolą Boga. Bóg wynagrodził Hioba za to, dając mu nowy dom i nową rodzinę.

W Ewangelii zaś widzimy człowieka, który pyta Jezusa, co może uczynić, by spodobać się Bogu- modli się, nie grzeszy i postępuje sprawiedliwie, co jeszcze powinien osiągnąć? Jezus zaleca mu by się pozbył majątku i podążał za Nim. To zasmuciło ambitnego człowieka. Ale, czy Jezus nie wiedział, że żądanie takiego poświęcenia jest czymś trudnym? Czy Bóg, wystawiając Hioba na próbę, a potem tworząc dla niego nowe życie, nie wiedział że to nie złagodzi bólu po stracie żony i dzieci Hioba?

Myślę, że Bogu, Jezusowi, nie chodzi wcale o to, by nas przygnębić i pokazać, że tylko w poniżeniu i cierpieniu możemy być blisko Niego. Te historie chcą nam pokazać, jak nietrwałe jest to, co posiadamy. I jeszcze coś: to co mamy w życiu nam się nie „należy”, to nasz przywilej.

Przyznam, że często myślę, że coś mi się należy, i oburzam się, kiedy czuję że mogę być pozbawiona tego. Ale, to co mi jest dane, nie należy do mnie. Bliskie mi osoby nie żyją dla mnie, i odchodzą nie po to, by mi zrobić przykrość. Nie jestem w stanie zatrzymać i przypieczętować osobę przeze mnie kochaną, by ją „mieć dla siebie”. Wszystko co mam, to w moim życiu dar, za który powinnam być codziennie wdzięczna.

I, żyjąc w ciągłym strachu przed utratą tego, co mamy- materialne lub nie- zamykamy się w sobie. Nie możesz żyć bez tego miejsca, miasta, domu, tych ludzi? Wręcz przeciwnie, możesz przeżyć w każdych warunkach, ale masz szczęście że jesteś tu, teraz, jesteś bezpieczna/y, są z tobą właśnie oni. Nie bójmy się stracić tego co mamy. Doceniajmy to co mamy, rozumiejmy to jako łaskę. I nie bójmy się zmian. Bóg znajdzie sposób, by nas poprowadzić, a ludzie którzy doceniają nas tak jak my ich i chcą być w naszym życiu, tak jak my chcemy być w ich- będą wędrować z nami. Bo miłość, pod każdą postacią, umie przetrwać w każdej chwili, w każdym miejscu i rozdziale naszego życia.

Spoźnione przemyślenia o Marii

Słyszymy tą historię tak często, że chyba przestajemy się jej przysłuchiwać. Marię, młodą dziewczynę z niebogatej rodziny, która zupełnie od niedawna ma męża, odwiedza Archanioł Gabriel. Wita ją i oznajmia jej, że sam Bóg wybrał ją, by to ona była matką Jego Syna tu, na Ziemi. Maria zapytała, jak to się stanie, skoro nie zbliżała się jeszcze do męża. Duch Święty zstąpi na ciebie , mówi anioł. Maria zgadza się na plan Boga wobec niej.

Wyobrażam sobie jakie to musiało być jednak lekko przerażające- co powie Józef na tą ciążę? Jak zapewnią bezpieczeństwo dziecku i sobie? Nie mieli planu na to, gdzie się osiedlą, jak będzie wyglądała ich przyszłość i jak będą wychowywać Bożego Syna. Z pewnością nie rozwiało wątpliwości i zmartwień proroctwo św. Anny, gdy przepowiedziała Marii cierpienie, które się wiązało z ukrzyżowaniem jej Syna.

Maria i Józef nie mieli planu ani odpowiedzi na pytania, ale Bóg miał. Czuwał przy nich i zadbał o ich dobro w sytuacjach zdawało się niemożliwych do przeżycia. Nie wszystkie decyzje Boga były dla nich zrozumiałe, tak jak i nie wszystko co robił Jezus było dla nich początkowo zrozumiałe- myślę tutaj choćby o zgubieniu Jezusa w świątyni.

Często się mówi o Marii i Józefie jako o przybranych rodzicach, ale ja tego określenia nie lubię- Jezus, jak jest powiedziane, pozostawał pod ich opieką i był im posłuszny, choć wiedział, że Jego Ojciec jest w niebie. A oni kochali i martwili się o Niego jak każdy rodzic. Ziemskie rodzicielstwo wobec Jezusa nie wydaje mi się być czymś „mniej ważnym” , wręcz przeciwnie- pokazuje ludzkość, człowieczeństwo Jezusa. A jednocześnie przypomina mi, że nawet Jezus musiał słuchać rodziców i żyć z nimi w zgodzie.

 

Przyznaję, chciałabym móc zaplanować moją przyszłość. Wiedzieć, czego będę potrzebować i kiedy, zadbać o wszystko, bym nie miała kłopotów. Chciałabym mieć taką, poukładaną prostą ścieżkę do tego, co sobie wymarzyłam. Ale, jak nigdy wcześniej doświadczam, że moja ludzka zdolność do planowania jest ułomna. I chyba przestaje mnie to rozczarowywać. Bo zgadzając się na to, by Bóg działał w moim życiu, powierzam planowanie Jemu, a On jest w tym o wiele skuteczniejszy.

Co należy do Cesarza, a co do Boga?

Jezus, zapytany o to, czy należy płacić podatki, poprosił o pokazanie Mu monety. Na monetach wybity był portret Cesarza. Jezus odpowiedział więc, że należy oddać Cesarzowi to co cesarskie, a Bogu to co boskie. Co możemy oddawać Bogu? W moim rozumieniu chwałę, pokłony, przyznawanie najwyższej racji, podziękowania za wszystko co dobre. Uznawanie Go za Kogoś bardzo ważnego w naszym życiu, kogo chcemy słuchać i komu chcemy powierzyć nasze życie. Co się zatem dzieje, kiedy to Cesarzowi oddalibyśmy to co boskie?

Dla mnie ta sytuacja ma bezpośredni związek z pierwszym przykazaniem Dekalogu. Gdy ludzie wybierają sobie osoby wysoko postawione na swoistych guru, zaczynają ślepnąć na ich niedoskonałości. Zaczynają usprawiedliwiać ich błędy i krzywdzące posunięcia. Są gotowi słuchać się we wszystkim i bezwarunkowo przyznawać im rację.

Myślę, że Jezus tutaj zdrowo określił, jak mamy się ustosunkować do władzy- czy ona się nam podoba czy nie. Naszym obowiązkiem obywatelskim jest wypełniać nasze należności co do państwa, to znaczy płacić podatki, ale to też może oznaczać tak oczywiste rzeczy jak wypełnienie obowiązku szkolnego czy ostrożna i odpowiedzialna jazda samochodem.

Żaden polityk natomiast nie powinien przysłaniać nam Ewangelii , żadna osobistość nie powinna się stawać dla nas tak wysokim autorytetem, że z jej powodu krzywdzimy innych. Jezus tego nie chciał, uleczył nawet odcięte przez Piotra ucho strażnikowi który go miał przyprowadzić przed sąd. Nauczanie Jezusa nie idzie w parze z krzywdzeniem innych, a już na pewno nie z odrzucaniem kogokolwiek.

Jezus ani nie był politykiem, ani nie stronił od ludzi o różnych poglądach politycznych, różnych rang społecznych.

A jeśli polityka nas nie interesuje? Starajmy się tak patrzeć na swoje zasady i priorytety w życiu, by nie usprawiedliwiać nimi krzywdy wobec innych.